Fragment wywiadu, który ukazał się na łamach toruńskich Nowości. Z Łukaszem Karwowskim rozmawiał Tomasz Bielicki.
- (...) Myśli Pan, że osoby, które przez lata zakochały się w tym kultowym polskim serialu, będą w stanie zaakceptować film?
- Sądzę, że tak. Tym bardziej że to będzie fabularna kontynuacja przygód polskich czołgistów. Od lat 60. zmieniła się technika filmowa. Teraz jesteśmy w stanie nakręcić przygody „Czterech pancernych” trójwymiarowo. Pod względem spektakularnym będzie to więc coś zupełnie nieporównywalnego do serialu. Warto wspomnieć, że nie będzie to tylko przygodowe kino akcji. Pojawi się oczywiście Marusia, a więc będzie i wątek miłosny. Co ciekawe, przygotowując się do realizacji tego filmu przeprowadziliśmy badania rynku dotyczące „Czterech pancernych”.
- Co wykazały?
- Ogromne zainteresowanie tym tematem. Na podstawie tego sądzę, że nasza produkcja będzie sporym kinowym hitem. Spectrum widowni jest bardzo szerokie. Widzowie, którzy bardzo lubili serial, są teraz w wieku od 30 lat wzwyż. Wśród nich jest wielu 50-latków. Mamy więc szansę przyciągnąć widownię, która zazwyczaj nie chodzi do kina. A młodzi widzowie? Im zapewnimy przygodowo-wojenną rozrywkę.
- Film powstanie w technice 3D, podobnie jak tegoroczna „Bitwa warszawska 1920” Jerzego Hoffmana. Czy rzeczywiście jest tak, jak mówi James Cameron, że 3D to przyszłość kina i za kilka lat wszyscy będą kręcić filmy wyłącznie w tej technice?
- Jeszcze do niedawno myślałem, że nie. Kiedy jednak zagłębiłem się w tę technologię i porobiliśmy różne testy, przekonałem się, że to jest właśnie przyszłość kina. Już za chwilę 90 procent kinowej filmografii będzie powstawała właśnie w taki sposób. I nie chodzi tylko o kwestię trójwymiarowości, ale również o jakość, jaką można uzyskać. Ostrzejszy, lepszy obraz. Poza „Avatarem” filmy 3D wciąż robi się bardzo zachowawczo. My chcemy postawić na 3D, aby widzowie poczuli, że podczas scen batalistycznych samoloty przelatują nad ich głowami.
Cały wywiad można przeczytać TUTAJ.

0 komentarze:
Prześlij komentarz